Miniaturka II - "Dollhouse"
Melanie Martinez - Dollhouse - Nightcore
Słowo "dom" zawsze kojarzyło mi się z ciepłem, miłością, szczerością i zaufaniem. Ale ta definicja już dawno przestała dla mnie istnieć. Odkąd wprowadziłam się na stałe do Pałacu Królewskiego na Nevisie, nie okazywano mi żadnych uczuć. No, może oprócz litości, której tak bardzo nie znosiłam. Po śmierci mojej kuzynki, Harry i Ron się załamali. Nic nie było jak dawniej. Ja przeszłam na stronę ciemności. Tak, dołączyłam do Armii Zemsty, do moich rodziców i innych wyznawców "Idei Czystki". Miałam poślubić Arezjusza Morgensterna, lub któregoś z ważniejszych podwładnych. Wybór padł na Blaise'a Zabiniego, który dostał depresji, gdy dowiedział się w jaki sposób zginęła jego ukochana. Ja, w czasie, gdy Zakon Feniksa torturował Hermionę, byłam przetrzymywana w Hogwarcie, w gabinecie Dumbledorea'a. Najżałośniejsze było to, że chłopcy o tym wiedzieli, ale byli pod silnym działaniem Imperiusa. Robili to, co kazał im Dyrektor. Wszyscy uważali go za wspaniałego i uczciwego, ale ja miałam odmienne zdanie. To on zlecił złapać Mionę i wyciągnąć od niej, choćby siłą, dlaczego zabiła profesora Snape'a. Wiedziałam, że tego nie zrobiła. Myślałam o tym i tylko jedna osoba przychodziła mi na myśl - jej własna matka. Kiedy się na nią gniewała, rzucała na nią najgorsze z klątw czarnomagicznych. Chciała ją wykończyć psychicznie i fizycznie, ale to nie poskutkowało, bo miała mnie. Mi jako jedynej zwierzyła się z tego, co działo się u niej w domu. Była traktowana jak śmieć, a nawet gorzej. Jej ojciec się do tego nie wtrącał. Miała zaledwie 19 lat... Nigdy nie wybaczyłam sobie, że to ją, a nie mnie to spotkało. Po pogrzebie, na którym byłam tylko ja i jej prawdziwi przyjaciele, zbudowałam wokół siebie skorupę obojętności, do której wstęp miał tylko czarnoskóry. Byliśmy zupełnie różni, ale to nam nie przeszkadzało. Wszystko robiliśmy razem - przygotowywaliśmy rzeczy, piliśmy do nieprzytomności, a nawet spaliśmy. Podczas jednej z mniejszych "libacji" wpadł mój ojciec i zrobił mi awanturę, przez którą trafiłam do Św. Ereneusza, odpowiednika Św. Munga. Blaise również. Spędziliśmy tam dwa miesiące. Nikt nas nie odwiedzał. Potter i Weasley odwrócili się od nas, bo twierdzili, że to przeze mnie Herm nie żyje. Nie miałam im tego za złe, chcieli jakoś wyładować swoją złość, ale to było nic. Bo przecież ja nie miałam uczuć, prawda? Ja byłam tylko lalką w rękach innych. Stwarzaliśmy pozory, że jesteśmy idealną, kochającą rodziną. Bo taką byliśmy, prawda? Tak, gdy byłam małą dziewczynką i jedynym moim zmartwieniem było to, czy w sklepie jest jeszcze moja wymarzona lalka. Tamte czasy były o wiele lepsze, chociaż też niezbyt kolorowe. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakie trudy przyniesie ze sobą dorosłość. Ile bym dała, by zatrzymać się tam już na zawsze. Ale czas gnał, na moją i mojego męża niekorzyść. Musieliśmy spłodzić dziedzica. Pamiętam, że przygotowywaliśmy się do tego emocjonalnie co najmniej dwa tygodnie. Po wszystkim było lepiej. Rodzice nie wchodzili nam w drogę, a dziewięć miesięcy później na świat przyszła mała dziewczynka z zielonymi oczami i czarnymi włosami. Odkąd pamiętam uczyliśmy ją, by wyrosła na kochającą i akceptującą świat kobietę. Uciekła, gdy ją o to poprosiliśmy, w dniu swoich 12 urodzin, kiedy to miała przyjąć Znak Zemsty. Dostaliśmy za to kilka Cruciatusów, ale o nic więcej nas nie proszono. Zostaliśmy skazani na wygnanie. Zamieszkaliśmy w domu, który był przeznaczony dla mnie i mojej kuzynki. Z dala od przeszłości, budowaliśmy związek, opierający się na zaufaniu i miłości. Po dwóch latach mieliśmy kolejne dziecko. Nadaliśmy mu imię Harry, tak, jak chciała Hermiona. Jej imię nosiła nasza, czternastoletnia już, córka. Nie jeden raz otrzymywaliśmy od niej listy. Nigdy nie pisała, gdzie się obecnie znajduje. Została Aurorem, gdy skończyła 21 lat. Byliśmy z niej niezmiernie dumni. Mieliśmy siebie nawzajem oraz naszego syna, to nam wystarczało. Jako, że urodziliśmy się czarodziejami, starzeliśmy się o wiele wolniej niż przeciętny człowiek. Ja miałam 43, a on 42 lata. Wyglądaliśmy na dwadzieścia parę. Pamiętam, kiedy pierwszy raz podniósł na mnie rękę. Było to w 2023. Tego dnia później niż zwykle wróciłam z pracy, a on wykrzyczał mi w twarz, że jestem dziwką i zapewne mam kilku innych na boku. Czułam od niego alkohol, więc postanowiłam mu wybaczyć. Nie zdziwiłam się zbytnio, kiedy pół roku później spoliczkował mnie po raz drugi. Zatańczyłam z bratem mojej koleżanki, która, póki nie zobaczyła obrączki na moim palcu, próbowała nas zeswatać, na jej ślubie. Powiedział, że jestem jego i nikt inny nie ma do mnie prawa. W tym czasie Harry podrósł i rozumiał, że dzieje się coś złego. Gdy na jego oczach przywalił mi w twarz, bo inaczej się tego nazwać nie da, malec tak po prostu podtopił się w wannie. Wiedziałam, że gdzieś tam, po tej drugiej stronie, razem z jego nieżyjącą ciocią, jest mu lepiej. W czasie pogrzebu nie płakałam. Owszem, byłam smutna, bo odszedł mój jedyny syn, ale było mi lżej, że Blaise nie znęcał się chociaż nad nim. Z czasem, kiedy jego ataki przybierały na sile, a on za nie nie przepraszał, zaczęłam wierzyć, że zasługuje na to wszystko, co zgotował mi los. Nie broniłam się, nie krzyczałam, nie wyrywałam, tylko to znosiłam. Miałam na ciele coraz więcej siniaków, więc zaprzestałam wychodzenia z domu. Żaden z naszych znajomych nie próbował mi pomóc, czy mnie bronić, bo wiedzieli, że ja tego nie chcę i że nie dali by sobie rady z Blaise'm, który posiadał doskonałe umiejętności magiczne (również byli czarodziejami - dopis autorki). Gdy kiedyś podczas spaceru zobaczyłam swoją kuzynkę na pobliskiej ławce, przypatrującą nam się uważnie, Zabini najpierw stwierdził, że to na pewno przez niewyspanie, a później, kiedy Hermiona pojawiała się prawie wszędzie, powiedział, że to przeze mnie odchodzi od zmysłów, chociaż ja również to widziałam. Wtedy odezwał się jej głos:
- Mylisz się. A ja będę cię dręczyć do końca Twoich dni, za to, co zrobiłeś Julie - i poszła gdzieś. Następnego dnia zapytałam ją:
- Czy jesteś zjawą? - a ona uśmiechnęła się do mnie tryumfalnie, odpowiadając:
- Przecież wiesz - w tamtym momencie przyszło olśnienie. Zobaczyłam ją kiedyś w bibliotece szkolnej, czytającą "Wszystko o metamorfomagii, iluzji i złudzeniu". Zaciekawiłam się tym i zabrałam drugi tom o tej samej nazwie. Otworzyłam na stronie 136 i prześledziłam tekst wzrokiem. Wyłapałam takie słowa jak "kropla astralna" i "co trzeba zrobić, by ją stworzyć?". Dalej nie czytałam, bo wiedziałam, że musi mieć jakiś cel, skoro to czyta. Nigdy jej o to nie zapytałam, ale wystarczyło jedno spojrzenie, bym uwierzyła, że ona naprawdę żyje. Wpadłyśmy sobie w ramiona, płacząc, a ona jak najszybciej nas teleportowała do siebie. Wszystko sobie wyjaśniłyśmy, wspominałyśmy stare lata i opowiadałyśmy co się działo przez czas jej "śmierci". Kilka tygodni później w Proroku Codziennym było głośno o wypadku samochodowym, jaki spotkał mojego męża. Niedługo po nim odeszła również Miona, która od dziecka chorowała na serce. Zatrzymało się samo w sobie i odcięło dopływ tlenu do mózgu. I dzisiaj, stojąc nad grobem mojej rodziny, wiem, że coś od każdego z nich mam. Od Blaise'a dostałam córkę, od Hermiony miłość i zrozumienie, a dzięki mojemu synowi nauczyłam się żyć bardziej odpowiedzialnie. Jestem z każdego z nich dumna, a także z mojej córki, która związała się z jakimś mugolem i odcięła od magii. Nie wiem, co stało się z Zakonem Feniksa, z Harrym, Ronem i innymi czarodziejami też. Wiem jednak, że moje życie nie dobiega jeszcze końca. To jest dopiero początek. Nagle czuję kopnięcie wewnątrz mnie. I jestem pewna, że owoc mojej, prawdopodobnie wtedy już tylko jednostronnej, miłości za niedługo się urodzi. A wtedy ja odejdę, pozostawiając za sobą wspomnienia, pełne tylu sprzecznych uczuć... Mam świadomość, że będzie jeszcze tyle różnych ludzi przede mną, ale nikt nie przeżyje identycznej przygody, zwanej życiem, jak moja. Bo czy ktokolwiek jeszcze będzie miał taką rodzinę, jak ja? Jeśli tak, to mu nie zazdroszczę. Ale teraz wróćcie do swoich zajęć, do swoich rodzin, bo nie jesteście nieśmiertelni. I nie współczujcie mi.
Bo ja i tak nic już nie czuję, prawda?
Odchodząc powiem wam, że do końca zostaliśmy perfekcyjni, nikomu nie daliśmy zajrzeć za kurtynę. Na światło dzienne nigdy nie wyszły nasze brudy. Tylko wy o nich wiecie, więc zachowajcie to dla siebie. Bo nikt nie może dowiedzieć się, co się dzieje w kuchni...
__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Hej! Na starcie powiem wam, że pochyłe zdania lub wyrazy, to słowa piosenki tytułowej, oczywiście, troszkę pozmieniane... To moja druga miniaturka i niezmiernie się cieszę z ZEROWEJ ilości komentarzy. Jak tak dalej pójdzie, to nie będzie następnych miniaturek.
A teraz życzę dobrej nocy i fajnych snów,
Paula
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz