czwartek, 21 sierpnia 2014

Miniaturka II - "Dollhouse"

Miniaturka II - "Dollhouse"


Melanie Martinez - Dollhouse - Nightcore



Słowo "dom" zawsze kojarzyło mi się z ciepłem, miłością, szczerością i zaufaniem. Ale ta definicja już dawno przestała dla mnie istnieć. Odkąd wprowadziłam się na stałe do Pałacu Królewskiego na Nevisie, nie okazywano mi żadnych uczuć. No, może oprócz litości, której tak bardzo nie znosiłam. Po śmierci mojej kuzynki, Harry i Ron się załamali. Nic nie było jak dawniej. Ja przeszłam na stronę ciemności. Tak, dołączyłam do Armii Zemsty, do moich rodziców i innych wyznawców "Idei Czystki". Miałam poślubić Arezjusza Morgensterna, lub któregoś z ważniejszych podwładnych. Wybór padł na Blaise'a Zabiniego, który dostał depresji, gdy dowiedział się w jaki sposób zginęła jego ukochana. Ja, w czasie, gdy Zakon Feniksa torturował Hermionę, byłam przetrzymywana w Hogwarcie, w gabinecie Dumbledorea'a. Najżałośniejsze było to, że chłopcy o tym wiedzieli, ale byli pod silnym działaniem Imperiusa. Robili to, co kazał im Dyrektor. Wszyscy uważali go za wspaniałego i uczciwego, ale ja miałam odmienne zdanie. To on zlecił złapać Mionę i wyciągnąć od niej, choćby siłą, dlaczego zabiła profesora Snape'a. Wiedziałam, że tego nie zrobiła. Myślałam o tym i tylko jedna osoba przychodziła mi na myśl - jej własna matka. Kiedy się na nią gniewała, rzucała na nią najgorsze z klątw czarnomagicznych. Chciała ją wykończyć psychicznie i fizycznie, ale to nie poskutkowało, bo miała mnie. Mi jako jedynej zwierzyła się z tego, co działo się u niej w domu. Była traktowana jak śmieć, a nawet gorzej. Jej ojciec się do tego nie wtrącał. Miała zaledwie 19 lat... Nigdy nie wybaczyłam sobie, że to ją, a nie mnie to spotkało. Po pogrzebie, na którym byłam tylko ja i jej prawdziwi przyjaciele, zbudowałam wokół siebie skorupę obojętności, do której wstęp miał tylko czarnoskóry. Byliśmy zupełnie różni, ale to nam nie przeszkadzało. Wszystko robiliśmy razem - przygotowywaliśmy rzeczy, piliśmy do nieprzytomności, a nawet spaliśmy. Podczas jednej z mniejszych "libacji" wpadł mój ojciec i zrobił mi awanturę, przez którą trafiłam do Św. Ereneusza, odpowiednika Św. Munga. Blaise również. Spędziliśmy tam dwa miesiące. Nikt nas nie odwiedzał. Potter i Weasley odwrócili się od nas, bo twierdzili, że to przeze mnie Herm nie żyje. Nie miałam im tego za złe, chcieli jakoś wyładować swoją złość, ale to było nic. Bo przecież ja nie miałam uczuć, prawda? Ja byłam tylko lalką w rękach innych. Stwarzaliśmy pozory, że jesteśmy idealną, kochającą rodziną. Bo taką byliśmy, prawda? Tak, gdy byłam małą dziewczynką i jedynym moim zmartwieniem było to, czy w sklepie jest jeszcze moja wymarzona lalka. Tamte czasy były o wiele lepsze, chociaż też niezbyt kolorowe. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakie trudy przyniesie ze sobą dorosłość. Ile bym dała, by zatrzymać się tam już na zawsze. Ale czas gnał, na moją i mojego męża niekorzyść. Musieliśmy spłodzić dziedzica. Pamiętam, że przygotowywaliśmy się do tego emocjonalnie co najmniej dwa tygodnie. Po wszystkim było lepiej. Rodzice nie wchodzili nam w drogę, a dziewięć miesięcy później na świat przyszła mała dziewczynka z zielonymi oczami i czarnymi włosami. Odkąd pamiętam uczyliśmy ją, by wyrosła na kochającą i akceptującą świat kobietę. Uciekła, gdy ją o to poprosiliśmy, w dniu swoich 12 urodzin, kiedy to miała przyjąć Znak Zemsty. Dostaliśmy za to kilka Cruciatusów, ale o nic więcej nas nie proszono. Zostaliśmy skazani na wygnanie. Zamieszkaliśmy w domu, który był przeznaczony dla mnie i mojej kuzynki. Z dala od przeszłości, budowaliśmy związek, opierający się na zaufaniu i miłości. Po dwóch latach mieliśmy kolejne dziecko. Nadaliśmy mu imię Harry, tak, jak chciała Hermiona. Jej imię nosiła nasza, czternastoletnia już, córka. Nie jeden raz otrzymywaliśmy od niej listy. Nigdy nie pisała, gdzie się obecnie znajduje. Została Aurorem, gdy skończyła 21 lat. Byliśmy z niej niezmiernie dumni. Mieliśmy siebie nawzajem oraz naszego syna, to nam wystarczało. Jako, że urodziliśmy się czarodziejami, starzeliśmy się o wiele wolniej niż przeciętny człowiek. Ja miałam 43, a on 42 lata. Wyglądaliśmy na dwadzieścia parę. Pamiętam, kiedy pierwszy raz podniósł na mnie rękę. Było to w 2023. Tego dnia później niż zwykle wróciłam z pracy, a on wykrzyczał mi w twarz, że jestem dziwką i zapewne mam kilku innych na boku. Czułam od niego alkohol, więc postanowiłam mu wybaczyć. Nie zdziwiłam się zbytnio, kiedy pół roku później spoliczkował mnie po raz drugi. Zatańczyłam z bratem mojej koleżanki, która, póki nie zobaczyła obrączki na moim palcu, próbowała nas zeswatać, na jej ślubie. Powiedział, że jestem jego i nikt inny nie ma do mnie prawa. W tym czasie Harry podrósł i rozumiał, że dzieje się coś złego. Gdy na jego oczach przywalił mi w twarz, bo inaczej się tego nazwać nie da, malec tak po prostu podtopił się w wannie. Wiedziałam, że gdzieś tam, po tej drugiej stronie, razem z jego nieżyjącą ciocią, jest mu lepiej. W czasie pogrzebu nie płakałam. Owszem, byłam smutna, bo odszedł mój jedyny syn, ale było mi lżej, że Blaise nie znęcał się chociaż nad nim. Z czasem, kiedy jego ataki przybierały na sile, a on za nie nie przepraszał, zaczęłam wierzyć, że zasługuje na to wszystko, co zgotował mi los. Nie broniłam się, nie krzyczałam, nie wyrywałam, tylko to znosiłam. Miałam na ciele coraz więcej siniaków, więc zaprzestałam wychodzenia z domu. Żaden z naszych znajomych nie próbował mi pomóc, czy mnie bronić, bo wiedzieli, że ja tego nie chcę i że nie dali by sobie rady z Blaise'm, który posiadał doskonałe umiejętności magiczne (również byli czarodziejami - dopis autorki). Gdy kiedyś podczas spaceru zobaczyłam swoją kuzynkę na pobliskiej ławce, przypatrującą nam się uważnie, Zabini najpierw stwierdził, że to na pewno przez niewyspanie, a później, kiedy Hermiona pojawiała się prawie wszędzie, powiedział, że to przeze mnie odchodzi od zmysłów, chociaż ja również to widziałam. Wtedy odezwał się jej głos:

- Mylisz się. A ja będę cię dręczyć do końca Twoich dni, za to, co zrobiłeś Julie - i poszła gdzieś. Następnego dnia zapytałam ją:

- Czy jesteś zjawą? - a ona uśmiechnęła się do mnie tryumfalnie, odpowiadając:

- Przecież wiesz - w tamtym momencie przyszło olśnienie. Zobaczyłam ją kiedyś w bibliotece szkolnej, czytającą "Wszystko o metamorfomagii, iluzji i złudzeniu". Zaciekawiłam się tym i zabrałam drugi tom o tej samej nazwie. Otworzyłam na stronie 136 i prześledziłam tekst wzrokiem. Wyłapałam takie słowa jak "kropla astralna" i "co trzeba zrobić, by ją stworzyć?". Dalej nie czytałam, bo wiedziałam, że musi mieć jakiś cel, skoro to czyta. Nigdy jej o to nie zapytałam, ale wystarczyło jedno spojrzenie, bym uwierzyła, że ona naprawdę żyje. Wpadłyśmy sobie w ramiona, płacząc, a ona jak najszybciej nas teleportowała do siebie. Wszystko sobie wyjaśniłyśmy, wspominałyśmy stare lata i opowiadałyśmy co się działo przez czas jej "śmierci". Kilka tygodni później w Proroku Codziennym było głośno o wypadku samochodowym, jaki spotkał mojego męża. Niedługo po nim odeszła również Miona, która od dziecka chorowała na serce. Zatrzymało się samo w sobie i odcięło dopływ tlenu do mózgu. I dzisiaj, stojąc nad grobem mojej rodziny, wiem, że coś od każdego z nich mam. Od Blaise'a dostałam córkę, od Hermiony miłość i zrozumienie, a dzięki mojemu synowi nauczyłam się żyć bardziej odpowiedzialnie. Jestem z każdego z nich dumna, a także z mojej córki, która związała się z jakimś mugolem i odcięła od magii. Nie wiem, co stało się z Zakonem Feniksa, z Harrym, Ronem i innymi czarodziejami też. Wiem jednak, że moje życie nie dobiega jeszcze końca. To jest dopiero początek. Nagle czuję kopnięcie wewnątrz mnie. I jestem pewna, że owoc mojej, prawdopodobnie wtedy już tylko jednostronnej, miłości za niedługo się urodzi. A wtedy ja odejdę, pozostawiając za sobą wspomnienia, pełne tylu sprzecznych uczuć... Mam świadomość, że będzie jeszcze tyle różnych ludzi przede mną, ale nikt nie przeżyje identycznej przygody, zwanej życiem, jak moja. Bo czy ktokolwiek jeszcze będzie miał taką rodzinę, jak ja? Jeśli tak, to mu nie zazdroszczę. Ale teraz wróćcie do swoich zajęć, do swoich rodzin, bo nie jesteście nieśmiertelni. I nie współczujcie mi.

Bo ja i tak nic już nie czuję, prawda?

Odchodząc powiem wam, że do końca zostaliśmy perfekcyjni, nikomu nie daliśmy zajrzeć za kurtynę. Na światło dzienne nigdy nie wyszły nasze brudy. Tylko wy o nich wiecie, więc zachowajcie to dla siebie. Bo nikt nie może dowiedzieć się, co się dzieje w kuchni...


__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________


Hej! Na starcie powiem wam, że pochyłe zdania lub wyrazy, to słowa piosenki tytułowej, oczywiście, troszkę pozmieniane... To moja druga miniaturka i niezmiernie się cieszę z ZEROWEJ ilości komentarzy. Jak tak dalej pójdzie, to nie będzie następnych miniaturek.

A teraz życzę dobrej nocy i fajnych snów,

Paula

sobota, 16 sierpnia 2014

Miniaturka I cz. II - "Wciąż ją kocham..."

3 lata później - rok 2010


- Hermiono, spóźnimy się! Gdzie są klucze? - z Zabini Manor dało się słyszeć przekrzykiwania i ogólny gwar, chociaż w budynku znajdowało się tylko 11 osób. Blaise szukał wszystkich najpotrzebniejszych rzeczy, Hermiona i Astoria pakowały kanapki, Luna, Lavender, Harry, Ron, Daphne, Theodor i Pansy ćwiczyli układ na dzisiejsze zajęcia, a Draco... siedział samotnie i przyglądał się temu wszystkiemu z lekkim uśmiechem. Nie było go tu zaledwie pół roku, a tak wiele się zmieniło. Lav i Harry się zeszli, Diabeł ożenił się z Hermą, Ron zaręczył się z Luną, a Astoria była w 3 miesiącu ciąży z Teo. Wszyscy byli inni, doroślejsi, a dzisiejszy dzień był naprawdę ważny. Od czasu ich występu 3 lata temu, porozmawiał naprawdę szczerze z Gill. Minęło trochę czasu, zaproponował jej małżeństwo, ona się zgodziła. Oficjalne ogłoszenie zaręczyn odbyło się tydzień później, 29 czerwca 2008 roku. Data ślubu była wyznaczona na 15 września 2009. Julie naprawdę się spieszyła, w końcu miała problemy z sercem i w każdej chwili mogła umrzeć. Jednak w lipcu 2008 przyszedł do niej list z Kanady, od samego Ministra Zdrowia. Napisał, że jeśli się zgodzi, będzie miała operację serca, jednak dopiero za pół roku. Niestety, musiałaby również opuścić kraj i zdobyć Kanadyjskie obywatelstwo. Początkowo nie chciała się zgodzić, jednak zdrowie dawało jej się we znaki i była zmuszona to zrobić. Wyjechała w listopadzie (2008 r.), miała wrócić siedem miesięcy później, żeby ślub mógł odbyć się w zaplanowanym dniu. Jednak, Kanadyjczyk którego poślubiła, John, był chory, miał raka płuc, a ona nie miałaby sumienia, gdyby go opuściła. Umarł w październiku 2009. Została tam, godnie go pochowała i wyjechała z powrotem, do Anglii. Tam czekał na nią przykry zawód - mimo operacji, musiała brać leki, które powodowały u niej silne osłabienie organizmu. Podczas jednego z zasłabnięć, kiedy Draco nie było w domu, uderzyła głową w szklany stolik. Jego odłamki wbiły się bardzo głęboko w jej skórę głowy. Jeden z nich prawie dotarł do mózgu. Pół godziny później na miejscu była policja, pogotowie i wszystkie bliskie jej osoby, w tym Draco. W szpitalu lekarz postawił błędną diagnozę - powiedział, że z Julie wszystko w porządku. Tak naprawdę straciła pamięć, czego jej przyjaciele doświadczyli już na pierwszej wizycie. Zachowywała się zupełnie jak nie ona. Nic nie pamiętała. Nie wiedziała nawet, że jest czarownicą. Gdy zobaczyła różdżkę w rękach magomedyka, zaśmiała się histerycznie i połamała patyk na pół. Szpital postanowił leczyć ją w dalszy sposób, jednak w ukryciu, żeby nie doświadczała tylu nowych sytuacji. Gdy wypuszczono ją ze szpitala, postanowiła zamieszkać w domu swoich rodziców. Było to dokładnie pół roku temu. Wtedy Draco wyjechał do Norwegi, aby wszystko sobie przemyśleć. Dwa dni temu wrócił i miał zamiar uczestniczyć w zajęciach, które poprowadzą jego przyjaciele. Chciał zobaczyć jak im to wychodzi. Blaise powiedział mu również, że od jakiegoś czasu na ich wykłady przychodzi Gill. Miał nadzieję, że ją zobaczy.

- Smoku, nie myśl tyle, bo ci żyłka pęknie! - zaśmiał się Harry.

- Uważaj, żeby tobie coś nie pękło... - odpowiedział mu również ze śmiechem Dracze.

- No to co, idziemy? - zapytała Astoria.

- Pewnie! - wykrzyknęli pozostali chórem.


_____________________________________________________________________________________

- To ona! Draco, to ona! - szeptał zapalczywie Blaise, przyglądając się pięknej, czarnowłosej dziewczynie. Była naprawdę podobna do Gill. Była jej sobowtórem. Ale miała inne oczy. Zniknął z nich ten tajemniczy blask. Miała inne usta - używała bezbarwnego błyszczyka, a nie tak jak kiedyś muślinowej czerwieni. Włosy miała inaczej spięte - w koka, z którego wystawały pojedyncze pasma. Wcześniej związywała je jedynie w kucyk. Była taka sama, ale jednocześnie taka inna...

- Idź do niej! - gorączkował się Ron.

- Dobrze, już idę! - mówiąc to, Smok udał się w stronę rzędu, w którym siedziała Julie.

- Wolne? - zapytał się jej, pokazując na miejsce obok.

- Tak, usiądź, jeśli chcesz - jej głos był dla niego jak narkotyk. Pragnął go słyszeć już do końca życia. Ale czy jest mu to pisane?

- Chyba cię skądś kojarzę... - zaczęła i uważnie mu się przyjrzała. - To ty... - szepnęła nie dowierzając - Draco?

- To ja, Gill - uśmiechnął się do niej, a ona przytuliła go najmocniej jak potrafiła. - Tęskniłem za tobą.

- Ja za tobą też - wyznała z uśmiechem.

- Jak odzyskałaś pamięć?

- Oglądałam zdjęcia w albumach, gazetach, czytałam listy i nagle zdałam sobie sprawę, że ja was wszystkich znam. I po prostu zaczęłam tu przychodzić. I wiem, że kiedyś się kochaliśmy, ale teraz... - urwała i spojrzała na niego z błyskiem niepewności.

- Ale teraz? - zaniepokoił się.

- Znowu wyszłam za mąż - to zdanie było dla niego jak nóż wbity prosto w serce. Przekręcający się powoli, chcący zadać jak najwięcej bólu.

- Za kogo?

- Za...

______________________________________________________________________________________________
















































































































































- Za... Freda Weasley...

- Za tego Freda Wesley?

- Tak. I ja... jestem z nim w ciąży - kolejny nóż. Czuł się jak na jakiejś karuzeli - wszystko się kręciło i nie czuł gruntu pod nogami. Czemu wszystko musiało się tak pochrzanić?!

- Ja... gratuluję - starał się być miły i udawało mu się. Teraz tylko wystarczyło przetrwać dwugodzinne zajęcia i opera mydlana z nim w roli głównej się skończy...


__________________________________________________________________________________________


Po wykładzie dołączył do swoich przyjaciół z nieciekawą miną. Był naprawdę wkurzony.

- I po co wy mnie do niej przysyłaliście? - zapytał, waląc pięścią w ścianę.

- Nie odzyskała pamięci? - zapytała Luna z niepokojem.

- Odzyskała, pamięta wszystko świetnie. Tylko znalazła sobie innego! - wrzasnął. Uderzał w ścianę raz po raz, jakby była workiem treningowym. Wszyscy byli zaskoczeni. Nie sądzili, że sprawa może przybrać taki obrót.

- Powiedziała ci, kto to? - zainteresowała się Hermiona.

- Fred Weasley - wysyczał.

- Mój starszy brat... - nie dowierzał Ron.

- Tak. Jest z nim w ciąży.

- A już myślałem, że da się coś ratować - westchnął przygnębiony Blaise.

- I tak nie moglibyśmy nic zrobić.

- Jak to?

- Tak to, że są po ślubie.

- A ma obrączkę?

- Jak myślisz, która dziewczyna nie pokazuje jakiemukolwiek znajomemu takiej błyskotki? - Harry spojrzał z powątpiewaniem na Rona.

- Twoja była jest moją bratową, a ja nawet o tym nie wiedziałem!

- Trudno. Jak na razie chodźmy do domu, przemyślimy wszystko na spokojnie - zarządziła Granger i wszyscy poszli w stronę wyjścia.


_______________________________________________________________________________________


2 lata później - 2012 rok

Juliette siedzi w kawiarni i czyta książkę. Rok temu rozwiodła się z Fredem. Postanowili, że to on będzie wychowywał Alana, a ona będzie go odwiedzać. Dopija kawę, powoli zbiera swoje rzeczy. Nie ma sensu dłużej tu przebywać. Przecież na nikogo nie czeka. Chciała zaczekać na miłość, na Draco. Ale jej nadzieja zgasła, kiedy okazało się, że wyjechał z kraju. Po raz kolejny. Nie ma pojęcia, czy jeszcze go kiedyś spotka. Jej przyszłość odznacza się jedną wielką niewiadomą. Zdecydowała, że sprzeda swój dom. Chce zamieszkać w małym, przytulnym budynku. Najlepiej nie kojarzącym się z przeszłością. Jak na razie wystarczy jej wrażeń. Spogląda przez szybę. Tysiące ludzi, spieszących do pracy, domu, rodziny. Ona już takiego czegoś nie posiada. Nie ma ochoty na nic, więc po prostu wzięła miesięczny urlop. Nagle jej uwagę przyciąga jakiś mężczyzna. Jedzie na motorze. Zatrzymuje się na parkingu, tuż obok niej. Patrzą sobie w oczy. Szaro-niebieskie. Takie, jak u Draco. Platynowe włosy. Biała koszula, granatowa marynarka, jeansy. Wychodzi głównym wejściem i jeszcze raz mu się przygląda. Zbliżają się do siebie.

- Draco...

- Jullie...

Przytulają się. Nie muszą nic mówić. Są tylko oni.

- Długo się nie widzieliśmy - uśmiecha się do niego.

- Chyba przyszedł czas, aby to nadrobić - odwzajemnia gest.

- Zdecydowanie.

Wchodzą razem do kawiarni. I oboje są świadomi, że wyjdą stamtąd również w swoim towarzystwie.

_______________________________________________________________________________________


37 lat później - 2049 rok

- Scorpius, otwórz drzwi! - zawołała Gill. Pomimo swojego niemałego wieku, czuła się jak nastolatka. To poczucie dawał jej Nash. Po spotkaniu w kawiarni, postanowili z Draco, że zostaną przyjaciółmi. Nie czuła do niego tego samego, co kilkadziesiąt lat temu. Malfoy był bardzo ważną osobą w jej życiu. To dzięki niemu poznała swojego obecnego męża. Mieli zawrzeć kontrakt. Draco prowadził firmę produkującą miotły, Nash był właścicielem dużej kancelarii adwokackiej. Mężczyzna poprosił ją, aby towarzyszyła mu w spotkaniu biznesowym. Zresztą, jak zawsze. Emmbler okazał się przystojnym i szarmanckim sportowcem. Zawodowo grał w Quiditcha. Po jakimś czasie zaczęli się spotykać, aż w końcu zostali parą. Jej znajomi byli zdziwieni, cały czas myśleli, że między nią a blondynem coś będzie. Ich nadzieja wygasła zupełnie, gdy w 2017 wzięli z brunetem ślub. Po ślubie, jak i przed nim, byli dla siebie nawzajem jak przyjaciele. W 2019 zaszła w ciążę. Dziewięć miesięcy później na świat przyszły bliźniaczki - Evanna i Samantha. Trzy lata później urodził się John. Teraz zakładają własne rodziny. Scorpius był synem Evanny i Leo, którzy pobrali się w 2040. Miał 9 lat. Samantha była, choć z początku trudno było się do tego przyzwyczaić, homoseksualistką. Ona i jej dziewczyna, Jade, były swoimi całkowitymi przeciwieństwami. W końcu, przeciwieństwa się przyciągają, prawda? I ostatni, John. Miał żonę, Farrel, i dwuletnią córeczkę, Susan. Gdy Jullie stała tak w kuchni, i przypominała sobie wszystko, do pomieszczenia wszedł jej mąż. Zaraz za nim wpadł Blaise i bez zastanowienia zaczął buszować po lodówce.

- Gdzie macie to dobre ciasto, które ostatnio upiekłaś, J (czyt.: dżej)? - zapytał z miną szczeniaczka. Kiedyś to na nią działało, ale w tym momencie udawała wściekłą.

- Mam ci je podstawić pod nos, żebyś zjadł całe? Twoje niedoczekanie! Ukryłam je tam, gdzie nikt go nie znajdzie - powiedziała z tryumfującą miną, po czym wróciła do krojenia sałatki. Nash objął ją od tyłu i pocałował w odsłonięte ramię. Poczuła na plecach dreszcze. Mimo upływu tylu lat, on nadal tak na nią działał. Czasami miała wrażenie, że zatrzymali się w czasie już wtedy, kiedy pierwszy raz się spotkali. Nie odczuwali prawie w ogóle skutków przemijających sekund, minut, godzin... Jako czarodzieje, starzeli się o wiele wolniej niż mugole.

- Ash, nie teraz, goście już są... - wyszeptała.

- Ale przysięgam, że jak wyjdą, to zedrę z ciebie ubrania - puścił jej oczko, namiętnie pocałował i wyszedł, zostawiając ją samą ze swoimi myślami.

- No, no, no... Widzę, że się rozkręcacie - Diabeł posłał jej rozbawione spojrzenie.

- A żebyś wiedział, że... - nie dokończyła, bo przerwał jej czyjś wręcz maniacki śmiech. Oboje z Blaisem biegli w stronę salonu, gdzie wszyscy byli i patrzyli zszokowani na Hermionę, która trzymała w rękach... ciasto owocowo-bakaliowo-orzechowe.

- Znalazłam! - krzyk radości wypełnił cały dom i po chwili wszyscy rzucili się, żeby zjeść chociaż maleńki kawałek.

- A gdzie było? - zapytała J. z pobłażliwym uśmiechem.

- W komodzie... - Herm spojrzała na nią niepewnie.

- Czyli nie znalazłaś! - klasnęła w ręce jak mała dziewczynka i chciała już iść do kuchni, kiedy zatrzymał ją męski głos.

- Ale ja znalazłem - powiedział Draco i, ku jej zdziwieniu wyjął zza pleców prawdziwy tort. Mówiąc prawdziwy mam na myśli to, że ten, który znalazła Hermiona był wykonany z kolorowego kremu (pewnie i tak go zjedzą, bo smakuje przepysznie).

- Ehh, za dobrze mnie znasz. Ale nie zdradzaj nikomu tej kryjówki - puściła do niego oczko i wróciła do kuchni. Zaczęła kroić marchew, kiedy do kuchni wszedł platynowłosy.

- Skąd wiedziałeś?

- Zawsze chowałaś tam najcenniejsze pamiątki... i czasami też mnie... - zaśmiał się, a ona razem z nim. To prawda, chowała go czasami do szafy. On i Nash z początku się nie lubili, więc spotykała się z Draco po kryjomu. Kilka razy, gdy brunet wracał wcześniej do domu, wpychała tlenionego do garderoby. Pewnego razu zaplątał się w płaszcz i jeszcze chwila, a wpadliby, jak śliwki w kompot. Na szczęście, nikt nie dowiedział się o ich tajniackich rozmowach. Czasami polegały one na głupiej i bezsensownej gadaninie, z kilkoma opakowaniami chusteczek, tak na wszelki wypadek. Ale zdarzały się też takie, podczas których wspominali swoje życie. Momentami, kiedy zapominali się przy winie, Draco i Julie skradali sobie pocałunki. Jednak zawsze po pewnym czasie przychodziło opamiętanie. Nigdy nie zdarzyło im się zajść za daleko, nigdy również nie powracali do poprzednich dialogów, monologów, sytuacji. Po ślubie okoliczności się zmieniły - nie musieli się już kryć, bo Nash przekonał się do wszystkich znajomych J. Teraz, patrząc na to z zupełnie innej perspektywy, przekonywali się, że te chwile, kiedy byli tak blisko siebie, były ich ostatnimi, to w nich zostały zamknięte na zawsze ich uczucia do siebie nawzajem. Nigdy do tego nie wrócili, bo wiedzieli, że nie cofną się do przeszłości. Była ona utkwiona we wspomnieniach, które na zawsze połączyły ich serca. Ale byli świadomi, że życie toczy się dalej, a czas już nigdy nie stanie dla nich w miejscu...

________________________________________________________________________________________________

31 lat później - rok 2080

Młodzieniec przetrawiał przez chwilę opowiedzianą przez mężczyznę historię, po czym, odezwał się cichym i zmęczonym głosem:

- Gdyby nie opowiadał pan tego z takimi szczegółami, nie uwierzyłbym panu, ale... wierzę... - spojrzał na niego błękitnymi oczami, pełnymi łez. - Co później stało się z pana ukochaną?

- Nadal żyje, w tym samym domu, u boku tego samego mężczyzny. Jej dzieci mają już rodziny w komplecie... Ale wiesz, co ci powiem? Mimo upływającego czasu, ja... wciąż ją kocham - powiedział spokojnie, z uśmiechem na ustach. Szatyn spoglądał na niego zdziwiony. - Wiem, że jest to dość dziwne. Lecz nadzieja umiera ostatnia, a miłość była moją jedyną nadzieją. I sądzę, że nigdy nie zgaśnie. A teraz, biegnij do dziewczyny, z którą się pokłóciłeś i błagaj ją o wybaczenie. Nie strać szansy na wspólne życie, tak jak ja to zrobiłem 70 lat temu.

- Dziękuję. Mam nadzieję, że pan kiedyś też odnajdzie szczęście i będzie z ukochaną kobietą. Do widzenia.

- Do widzenia - po słowach Draco, dwudziestolatek zerwał się z miejsca i pobiegł w pogoni za miłością. Potrącał ludzi, nie zważał na samochody i czyhające na jezdni niebezpieczeństwa. Bo wiedział, że musi walczyć o swoje szczęście. Platynowłosy patrzył na to z uśmiechem i lekką nostalgią. Wstał z parkowej ławki i udał się w stronę domu. Tego samego dnia w Proroku Codziennym pojawił się artykuł o nagłej śmierci znanego arystokraty - Dracona Malfoya. Tylko nieliczni wiedzieli, że to był właśnie jego czas, a Merlin zabrał go, gdyż wypełnił swoje zadanie. Nie było ono proste, droga do niego była długa, uzbrojona w wyboje, ale stawką było cudze szczęście. I codziennie, do końca swoich dni, para, którą uratował przed upadkiem, odwiedzała go. Na ozdobnym kamieniu, wyrytych było kilka krótkich, lecz trafiających w samo sendo słów - "Wreszcie znalazł spokój, zmęczony po podróży, jaką było dla niego życie". Pod spodem wygrawerowane zostały dwa zdania, które para zarezerwowała specjalnie dla niego - "W pogoni za własnymi marzeniami, jesteśmy zdolni do wszystkiego. Ale kiedy chodzi o cudze szczęście, wystarczy powiedzieć tylko kilka słów, aby zrozumieć, ze nasza droga się skończyła". Ale najważniejszy był podpis samego umarłego (zawarty również w testamencie) "Mimo upływającego czasu, ja wciąż ją kocham". I tylko najbliżsi, oraz mężczyzna poznany przez niego w parku, wiedzieli o kogo chodzi...

Miniaturka I cz. I - "Ale nigdy bez ryzyka..."

~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ 
                                                                       <klik>

- Za pięć minut nasz występ! Szykujcie się! - rozbrzmiał głos nikogo innego, jak Ginny Weasley. 

- Gin, mamy problem... - pośród gwaru rozmów dało się słyszeć cichy i niepewny głos Luny Lovegood.

- Co się stało?

- Hermiona zniknęła...

- Na pewno za chwilę wróci! Poza tym, ona tylko włącza i wyłącza muzykę, możemy o to poprosić kogoś innego. - reakcja Ginevry była jednoznaczna - dla niej Hermiona jest nic niewarta, jak zawsze.

- Żebyś się nie przejechała... - wyszeptała Lavender Brown, ale to mogły już dosłyszeć tylko jej uszy.

_________________________________________________________________


Szłam przed siebie, ale nie wiedziałam, czy robię dobrze. Może mnie wyśmieje... A może jednak nie? Przecież to był jego pomysł. Ale to było dwa miesiące temu... No, cóż, zawsze warto próbować... - przerwałam swoje rozmyślania, gdyż dotarłam do drzwi JEGO domu. Zapukałam dwa razy. Po chwili usłyszałam zbieganie ze schodów, skrzypienie desek i drzwi się otworzyły, ukazując sylwetkę mężczyzny, którego kochałam całym sercem - Dracona Malfoya.

- Cześć... Coś się stało? - to on pierwszy przerwał panującą między nami ciszę.

- Cześć. Nie, ale mam do Ciebie prośbę...

- Wchodź i mów - zaprosił mnie do środka, a ja weszłam do przedpokoju. - Chcesz coś do picia?

- Nie, ale i tak nie jest to rozmowa do kawy...

- Coś z Twoim zdrowiem? Czy może...

- Nie, po prostu chciałabym, żebyśmy zrealizowali nasz plan - powiedziałam na jednym wydechu i w napięciu czekałam na jego odpowiedź. Jego twarz przez chwilę zamieniła się w jeden wielki szok i zdziwienie, ale po chwili zaczął się uśmiechać coraz szerzej.

- Już myślałem, że nigdy nie przyjdziesz z tą propozycją. Ale wiesz, że nie mamy wiele czasu? Trzeba jeszcze zorganizować cały zespół...

- Wyślę im wiadomość na Mag-Fony, zaraz powinni tutaj być - mówiąc to, wyciągnęłam z kieszeni płaszcza urządzenie, które wyglądało jak zwyczajny, mugolski telefon komórkowy i wysłałam wiadomość o spotkaniu w domu Draco. Po chwili wszyscy byli na miejscu...

_________________________________________________________________



- Gdzie ona jest?! - zagrzmiała po raz kolejny Ginny.

- Skąd mamy wiedzieć? Poza tym, nie krzycz tak! Jesteśmy ludźmi, a nie zwierzętami, żeby się na nas wyżywać! - odpowiedział jej wysoki kobiecy głos, należący do Padmy Patil, którą od razu poparła cała grupa.

- Jak śmiałyście! Przecież to ja was wszystkiego nauczyłam! To ja pokazywałam wam, jak rozpracować barwę głosu lub kroki do house' a!

- Ty? Ty?! Śmiesz sobie przypisywać zasługi Hermiony i Jill! Kiedy wreszcie zrozumiesz, że Twój czas na scenie się skończył, a nawet nie zaczął?! Każdy ma Cię dość! Zrozum, że nic nie robisz, a wymagasz niemożliwego! Powiem jedno - wywalamy Cię z grupy! - po słowach Luny wszyscy zamilkli. Nikt nie znał Lovegood z tej strony. Nikt jej takiej nigdy nie widział. Zawsze była spokojną dziewczyną, uważaną za bujającą w obłokach i żyjącą w swoim świecie.

- Jeszcze tego pożałujecie! Beze mnie jesteście nic niewarte! Ośmieszycie się tylko! - po tych słowach odeszła w stronę damskich łazienek.

_________________________________________________________________

                                                                        <klik>

- Wchodzimy? - zawołał Armin, idący na samym końcu naszej grupy.

- Tak! - odpowiedzieliśmy równie głośno razem z Draco. Pchnęliśmy wielkie drzwi, nie, wrota prowadzące do kulis i tyłów budynku, w którym miała się odbyć Bitwa.

- Czy dziewczyny z zespołu Weasley już wiedzą? - zapytał mnie Smok, a ja przytaknęłam. W tym czasie zdążyliśmy dotrzeć do małego i ukrytego korytarza. Na samym jego końcu był nasz cel - scena. Było to przejście udostępnione V.I.P.' om, albo ważnym gościom, ale ja sama odkryłam je, gdy przychodziliśmy tu na próby.

- Kiedy zaczynamy? - dopytywał się Alexy.

- Za 2 i pół minuty schodzi zespół "Icaros", więc można iść się przebrać - zakomenderowała Iris, a my udaliśmy się do łazienek.

_________________________________________________________________


- Dziewczyny! Chodźcie tu, szybko! - zawołała Lavender.

- Co się stało? - wszystkie już stały naokoło niej i uważnie słuchały, co ma im do powiedzenia.

- Jill przesyła wiadomość! Za parę minut mamy występ!

- Musimy się jak najszybciej przebrać! - z tym postanowieniem, ruszyły do pokoju dla V.I.P.' ów. 

_________________________________________________________________


- Wszyscy gotowi?! - na tajnym korytarzu dało się słyszeć przytłumiony krzyk Hermiony.

- Tak, musimy tylko zaczekać chwilkę na dziewczyny! - odezwała się Kim.

- Niech ktoś tam pójdzie i powie im, żeby się pospieszyły! - rozkazałam.

- Już nie trzeba, idą!

- Nareszcie! Ile można czekać?

- Sorki, ale mój Mag-Fon ma tutaj słaby zasięg i wiadomość ledwo dotarła.

- Nic się nie stało! Każdy pamięta kiedy wchodzi, schodzi i jakie wykonuje ruchy? - zapytał Blaise.

- Tak! - odpowiedzieliśmy chórem.

_________________________________________________________________


- A teraz zaprosimy na scenę zespół, który pierwszy raz do nas zawitał! Przed Wami - "VARIOUS ARTISTS"!!! - widownia zaczęła klaskać. To była nasza chwila. Nasze pięć minut na scenie. I szansa na wygraną...

_________________________________________________________________


Koniecznie obejrzyjcie! (wszystko jest tańczone tak samo, tylko postacie są inne i jest ich więcej, Jill tańczy z Draco główne partie i części)                     <klik>

- Wchodzimy! - rozległ się mój głos i wkroczyliśmy do przedsionka sceny.

- Za trzy, dwa, jeden... - wtedy rozbrzmiały pierwsze rytmy naszej muzyki. Zatraciliśmy się w niej. To był nasz żywioł. To jest nasz żywioł. To nasze życie, pasja, plany, marzenia, przyszłość, szczęście, radość, ale również smutek, ból, cierpienie... Taniec jest dla nas wszystkim. Naszą bezpieczną stacją w tym zawirowanym i niebezpiecznym pociągu, zwanym życiem. 

_________________________________________________________________


Skończyliśmy. No, cóż... Mnie i Draco troszkę poniosło, ale całowanie się na scenie nie jest zabronione, prawda? Publiczność wstała i nagrodziła nas naprawdę wielkimi brawami. Czułam, jak radość i spełnienie wypełniają mnie. Czułam to uczucie również w Draco i naszych splecionych dłoniach. A Blaise i Hermiona... Trochę przesadzili, żeby spaść ze sceny na samo zakończenie? Ale tak to czasem bywa... Ważne, że wygraliśmy. Bo wygraliśmy nie tylko fundusze na nauczanie tańca, nie tylko zapewnione miejsca w każdej artystycznej szkole na świecie, ale również pasję. Pokazaliśmy innym, co sądzimy o tańcu, co czujemy, gdy tańczymy. I wiecie co? Mogłabym to robić bez końca... Ale, gdy już umrzemy, to chyba tak właśnie będzie, prawda? Będziemy robić coś, co kochamy. Bez ograniczeń, bez dyskryminacji, bez granic... Ale nigdy bez ryzyka


~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ ~~~ 

wtorek, 5 sierpnia 2014

#The First#

Witam na moim nowym blogu!

Będę tutaj zamieszczać miniaturki z innych blogów, a także tworzyć osobne. Wszystko opierać się będzie na tematyce Potterowskiej (totalny brak kanonu, a przynajmniej tak to przewiduje :D), Jacksonowskiej (Percy jako Logan Lerman jest jednym z moich ulubionych aktorów, polecam film "Charlie" - gra w nim główną rolę) i, ogólnie rzecz biorąc, fantastycznej, czasami z domieszką romansu, kryminału, sensacji etc. Już dzisiaj postaram się wkleić tutaj miniaturki z moich innych blogów, i może napiszę jakiegoś one shot'a, sama nie wiem. Jeszcze się zobaczy, jak to mówi mój brat. A teraz chciałabym zamieścić parę ogłoszeń, tak dla zabicia czasu :P




1. Zapraszam na blogi:

www.ron-hermiona-draco-dramione.blogspot.com

www.panstwoweasley.blogspot.com

www.the-story-of-the-past.blogspot.com

www.way-back-into-love-version-of-hogwart.blogspot.com


2. Chcesz zareklamować tu swojego bloga? Zgłoś go do mnie, napisz w komentarzu w dziale "SPAM" lub pod najnowszym postem!


3. Szablon oraz strony W BUDOWIE!!!



Udanych wakacji i Weny,

Paula